• Wpisów:30
  • Średnio co: 65 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 17:33
  • Licznik odwiedzin:1 492 / 2031 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Rozdział Drugi.

Słowa docierając do mnie, ale jestem nimi za bardzo oszołomiona by trzeźwo jej przywalić. Podbiegam do jedynego kosza w pokoju stojącego w rogu przy starych drzwiach do łazienki. Zatapiając całe ręce w stercie śmieci wyrzucam każdy kawałek papieru na podłogę.
-Nie ma!- wykrzykuję ze złością zbliżając się do ciągle uśmiechniętej Su. Wykręcam jej ręce do tyłu tak, że pochyla się nad jednym z łóżek. Wyje z bólu, a ja degustuje się jej krzykami.
-Co ty znowu wyczyniasz?!- oburza się wlatująca do pokoju pani Lottie. Odrywa moje palce od jej nadgarstków i skinienie głowy każe udać mi się do swojego pokoju.
Robię to co rozkazuje oglądając się i dostrzegając jak Sue masuje swoje czerwone ręce. Gdy tylko wyłapuje mój wzrok żegnam ją wścibskim uśmieszkiem.
Wiem co moja opiekunka ma zamiar zrobić. Nie należała ona do osób łagodnych, wręcz przeciwnie. Lubiła porządek, była mądra i z pewnością nie marzyła o byciu wychowawczynią w bidulu. Ze swoich przeżyć właśnie na nas się wyżywała.
-Z tobą są same problemy- krzyczy zatrzaskując za sobą drzwi. Ze starego, drewnianego biurka wyciąga długą, popękaną linijkę. Tak właśnie tego się spodziewałam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Rozdziała Pierwszy.

-Jenny, Jenny Sloan! Jest już szósta! Wstawaj wreszcie!- słowa uderzają mnie jak obuchem w głowę. Poznaję głos i twarz, która pochyla się nade mną. Jest to Lottie Lightwear- moja opiekunka, a opiekuję się mną w małym sierocińcu, czy jak wolisz bidulu. W miejscu gdzie trafiają niechciane dzieci, bo szkoda ich zabijać. Nie mamy szansy na wydostanie się z tej klatki. Na marzenia by być zaadoptowanym jesteśmy za stare, ale czy szesnastolatka może nazwać siebie starą? Normalna szesnastolatka z pewnością nie, ale ja nie jestem normalna.
Wstaję rozciągając się i ziewając. Reszta dziewczyn już krząta się po pokoju. Pomieszczenie jest niewielkie. Niejedna nastolatka ma pokój takiej wielkości. My mieścimy się tu w piętnastkę.
-O wstała śpiąca królewna.- zaczyna Sue, która jest moją znienawidzoną, o rok starsza siostrą.
-Zamknij się Su! Mam znów wyrwać ci parę włosów?!- odpyskowuje. Nasz kontakt jest zerowy. Zaczyna i kończy się na bójkach i sprzeczkach na temat "Z powodu, której z nas tu trafiłyśmy".
Moja siostrzyczka z pewnością nie ma takich poglądów jak ja. Marzy, a marzenie w naszym położeniu już jest błędem. Przewiduje sobie pustą, świetlaną przyszłość jako modelka, lub co więcej aktorka. Pomimo mojej nienawiści do tej osoby śmiało mogę powiedzieć, że jest ładna, może nawet za ładna, a najgorsze jest to, że zdaje sobie z tego sprawę. Dzisiaj jej czarne, nieskazitelnie proste włosy zaplecione są w długi, gruby warkocz sięgający do pasa. Oczy ma niebieskie, pospolite, ale nikt z pewnością nie ma ich tak zimnych, tak przerażających. Jej poruszanie się z wymuszoną gracją powoduje u mnie codziennie salwy śmiechu.- Zrób coś z sobą. Wyglądasz jak wiedźma!- Szydzi ze mnie podchodząc do lustra i setny raz zachwycając się samą sobą. Za grosz skromności, za grosz wychowania, ale w końcu nikt nas nie wychowywał.
Zmierzam ku jedynej łazience w tym domu. Miała racje, wyglądam strasznie. Brązowe loki do połowy pleców powykręcały się w różne strony, rude oczy są spuchnięte, a nieskazitelnie prosty nos jest czerwony. Kwintesencją 'pięknej' całości są duże usta rozcięte przy jednej z szarpanin z Sue.
Trochę w lepszym stanie i czystym ubraniu wybiegam do kuchni.
-Ciociu Drew, pomóc ci w czymś?- pytam chudą kucharkę, na której twarzy ani raz za mojego pobytu w tym miejscy nie pojawił się uśmiech.
-Oj Jenny, kochanie! Jednak cię obudziły, a mówiłam im, że wieczorem źle się czułaś- rozczula się sprawdzając mi swoimi chropowatymi ustami temperaturę na czole.- Coś nie najlepiej wyglądasz. Proszę cię pomóż mi misiu, tam masz ścierkę.- mówi wskazując zniszczonym palcem na półkę na której stoi stos ładnie ułożonych ściereczek. Drew jest bardzo mała. Ma niespełna pięćdziesiąt lat, ale spokojnie można by doliczyć jej kolejne dziesięć. Jej mysie włosy zawsze spoczywają na głowie w postaci mocno spiętego koka. Mieszka w tym sierocińcu prawie od początku swojego życia. Nie skończyła żadnej szkoły, prócz tej jaką tutaj wykłada nam pani Lottie, ale teraz są wakacje. Wszystkie skończymy tak jak ona. Bez męża, domu, godnej, dobrze płatnej pracy. Nie myślę optymistycznie, nie jestem na tyle silna, a Ty? czy będąc na moim miejscu myślałbyś o przyszłości? Bo ja boję się następnego dnia. Boję się, że wrócą ci, którzy chcą zamknąć ten "dom dzieci porzuconych". Nienawidzę tego miejsca, ale jest jedynym, które mam.
-Wiesz słoneczko, Henry przysłał list. Znów pisze, że mnie kocha i ciągle o mnie myśli.- wydusza Drew radosnym tonem,a le to uczucie można wyczytać tylko z jej piwnych oczu. Henry to jej znajomy, dawny przyjaciel. Poznała się z nim kiedy była jeszcze młoda, wyjechał, zapomniał o niej, a obiecywał, że będzie pisał. Już od roku to ja wysyłam do niej listy w jego imieniu. Gdyby dowiedziała się o tym wszystkim... Jestem zła na siebie, że to zaczęłam, ale teraz nie mogę już przestać, ona nie przeżyłaby tego.
-Tak? To wspaniale. Pozdrów go ode mnie- wyduszam zła na siebie.
Kończę pracę w kuchni i żwawym krokiem idę do sypialni pani Lightwear.
-Mogę?- pytam uchylając drzwi, które swoim skrzypieniem całkowicie zagłuszyło moje słowo.
-Możesz Jenny, wejdź- zapraszam mnie swoim niemiłym głosem.
-Czy są jakieś odezwy? Może znaleźli już mamę? Przysłali list?- zasypuje ją pytaniami dotyczącymi ostatnich zdarzeń.
-Tak, był list. Wzięła go Sue- odpowiada, a ja bez słowa wybiegam do sypialni.
List jest dla mnie bardzo ważny, śmiem twierdzić, że w tym momencie najważniejszy. Nasz sierociniec chcą zamknąć dlatego władze doszukują się naszych krewnych, którzy mogliby się nami zaopiekować. Znaleziono rodziny wszystkich, prócz naszej.
-Su co było w liście? Sue słyszysz mnie- krzyczę by moje słowa dobiegły do niej przez hałas odkurzacza. Najwyraźniej nie dobiegają - Su, gdzie jest list!- wykrzykuję zatapiając swoje palce w jej ramieniu.
-Co robisz! Nie ma, wyrzuciłam go!- odpowiada, a na jej twarzy pojawia się parszywy uśmiech.
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Światło razi w oczy tak, że tylko przez małe szparki dostrzegam niebieskowłosą piękność zbliżającą się do mojej osoby.
-Gemmo, jak dobrze, że już tu jesteś- wyśpiewuje melodyjnym głosem chwytając mnie za ciepłą, drżącą rękę.
Nie odzywam się. Przyzwyczajam moje oczy do światła i zaczynam coraz uważniej przyglądać się kobiecie.
Jej niebieskie, kręcone włosy są częściowo zaplecione w luźny warkocz, który u boku głowy przecinają małe, szpiczaste uszy. oczy ma białe jak śnieg padający w środku zimy. Ubrana jest w zwiewną, zieloną sukienkę bez rękawów do kostek.
Gestem ręki każe mi wstać, co posłusznie wykonuję. Robię krok w przód.
-Witam cię. Jestem Antemizna, pani tego królestwa- całuje mnie w policzek i przygląda mi się bardzo uważnie tańcząc wkoło mojej sylwetki.
Jak sztywna idiotka stoję i gapie się w jej ruchy, które wykonuje z taką przyjemnością i lekkością.
Obejmuje mnie ramieniem i zatacza krąg na białej ścianie. Przestrzeń rozstępuje się i wstępujemy do innego świata.
Słychać szum wody i śpiew ptaków, wszędzie rosną wysokie drzewa, a polne ścieżki wiją się pomiędzy krzakami jagód.
-Gdzie ja jestem?- pytam, a moje słowa wylatują kolorowymi wstęgami powietrza z moich ust.
-W swoich snach- odpowiada przebiegająca obok czerwonowłosa dziewczyna.
Kroczymy powoli jedną ze ścieżek. Mija nas grupka nastolatków przyglądających się mi i szeptających coś miedzy sobą.
Wszyscy są inni. Mają inne twarze, inne kolory włosów. Łączą ich tylko 3 cechy- szpiczaste uszy, białe oczy, młodość.
Antemiza odsłania przede mną skórę zasłaniającą wejście do jednego z szałasów. Każe siąść mi na wielkim, drewnianym tronie.
-Od dzisiaj ty pani, jesteś panią naszą- mówi jeden z czarnoskórych młodzieńców wkraczając do pomieszczenia. Drugi z ich grypki umieszcza na mojej głowie wysoką, złotą koronę na czubkach ozdobioną diamentami.
-Pani- deklaruje kolejny wręczając mi berło.
  • awatar Losss: https://www.facebook.com/pages/Konkursy-Converse/274002986030651 konkurs, wygraj Converse za darmo! Wystarczy mieć konto na facebooku! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
1. „Kto był we Włoszech, może zapomnieć o reszcie świata. Kto był w niebie, nie pragnie ziemi.”

2. Ogni cuore ha il suo segreto
Każde serce skrywa swoją tajemnicę” Włoskei przysłowie

3. L' amore é cieco, ma il matrymonio gli rida la vista
Miłość jest ślepa, ale małżeństwo przywraca wzrok Włoskie przysłowie



4. Amor, che al cor gentil ratto s'apprende
W czułum sercu miłość rodzi się szybko [ Dante]


5.Una donna, la sua sorte é fatta dell'amore che'ella acetta.
O losie kobiety decyduje miłość na jaką się godzi. [Włoskie przysłowie]

6. Są miejsca, w których nasza dusza doznaje ukojenia, choć są skromne, i są miejsca, których nigdy nie nazwiemy domem, choć niczego w nich nie brakuje. Ja znalazłem swój dom, w wiejskiej willi[...].

7. La vita é breve e l'arte é lunga.
Życie jest krótkie, ale sztuka jest wieczna. [ Włoskie przysłowie]

8. Amore la spinge e tira, non per elezion ma per destino.
Miłość nie rozwija się za sprawą naszego wyboru, ale za sprawą przeznaczenia. [Włoskie przysłowie]

9. Il linguaggio dell'amore é negli occhi
Spojrzenie jest językiem miłości. [Włoskie przysłowie]

10. L'amore é un'erba spontánea, non una pianta da giardino.
Miłość to dziko rosnąca trawa, a nie roślina uprawiana w ogrodzie. [ Nievo]

11. Chiusa fiamma é piu ardente e se pur cresce.
Cicha namiętność rozwija się żarliwej. [ Włoskie przysłowie]

12. Il tempo di solito é bello quando si fa l'amore.
Dla zakochanych pogoda jest zawsze ładna. [Włoskie przysłowie

13. Vita privata, vita beata
Życie w skrytości, życie w szczęsliwości.” [ Włoskie przysłowie]

14. La vita é un sogno- Życie jest snem [Włoskie przysłowie]

15. Non si puó dettar leggi al cuore
Nikt nie jest w stanie ustanowić praw, które rządziłyby sercem. [Włoskie przysłwoie]

16. Chi vuol nascóndere l'amore sempre lo manifesto.
Każdy, kto próbuje ukryć miłość, daje najlepszy dowód na jej istnienie. {Włoskie przysłowie]

17.”[...] Jakże często rozmowy o najpoważniejszych sprawach zaczynają się od swobodnie wypowiedzianych uwag o błahych rzeczach...” [Z dziennika Rossa Stor'ego]


18.Il rumore d'un bacio non é cosi forte como quello del canone, ma la sua eco dura molti piu lungo.

Dźwięk pocałunku nie jest tak donośny jak huk dział, jednak jego echo trwa znacznie dużej. [Włoskie przysłowie]

19. Il vino é il latte dei vecchi
Wino jest mlekiem starców

20. D' amor non s'intende che prudenza ad amore.
Ktoś, kto stara się połączyć rozwagę z miłością, nie wie nic o miłości. [Włoskie przysłowie]

21.Nigdy nie przypuszczałem, że kobieta potrafi być tak cudowna.” [ Z dziennika Rossa Story'ego]

22. Caro e quel miele che bisogna leccar suelle spine.
Drogi zakup jest tak miód zlizywany z ciernia. {włoskie przysłowie]

23. Gatto scottato dall' acque calda, ha paura della fredda.
Oparzony kot boi się zimnej wody. {Włoskie przysłowie]

24.„Często,nazbyt często, najistotniejsze decyzje życiowe podejmowane są nie po namyśle, ale pod wpływem impulsu. To błąd. To tak, jakby czekać na zetknięcie się z ziemią, zamiast otworzyć spadochron. „ [Z dziennika R. Story'ego]

25. D'amor ne regno no v e contento, chce tel tormento no, sia minor.
Miłośći nie wystarcza to, że ma władzę nad nami, ona musi nas jeszcze dręczyć. Nic innego jej nie zadowala.” [ Metastasio]

26. Piccola scintilla puó bruciare una villa.
Mała iskierka jest zarzewiem wielkiego ognia. [Włoskie przysłowie]

27. Meglio il marito senz'amore, chce con gelosia.
Lepszy mąż, który nie kocha, niż taki, który jest zazdrosny.” [Włoskie przysłowie]

28. Non mettere il tuo cucchiaio nell'altrui zuppa
„Nie wkładaj swojej łyżki w cudzą zupę.” [Włoskie przysłowie]

29. Dopo il dolce vien l'amaro.
„Po słodyczy przychodzi gorycz. „ [Włoskie przysłowie]

30. Ammante non sia chi coraggio non ha
„Kto chce kochać, musi być odważny.” [ Włoskie przysłowie]

31. Sdegno d'amante poco dura.
„Gniew kochanków trwa krótko.” [Włoskie przysłowie]

32. I frutti proibiti sono I piu dolci.
„Zakazany owoc jest najsłodszy.” [Włoskie przysłowie]

33. Chce dolce piu giocondo stato saria di quell d'un amoroso cuore.
„Jakże słodkie są uniesienia serca pełnego miłości.” [Włoskie przysłowie]

34. In premio d'amor, amor se rénde.
„Miłość jest nagrodą za namiłość.” [Włoskie przysłowie]

35. Non c' e rosa senza spine.
„Nie ma róży bez kolców.” [Włoskie przysłowie]

36. Chi semina vento, raccoglie tempesta.
„kto sieje wiatr, ten zbiera burzę.” [Włoskie przysłowie]

37. Chi si pasce di speranza, muore di fame.”
„Kto karmi się nadzieją, ten umiera z głodu.” [Włoskie przysłowie]

38. Il primo amore non si scorda mai.
„Pierwszej miłości nigdy się nie zapomina.” [Włoskie przysłowie]

39. Quando l'amore vuol fuggiree inutile inseguirlo.
„Gdy miłość odchodzi, pogoń za nią jest daremna.”

40. Non si conósce il bene se non quando s'e perso.
„Nie wiemy, ile coś jest warte, dopóki tego nie utracimy.” [Włoskie przysłowie]

41. Il tempo è un gran medico.
„Czas jest najlepszym lekarstwem.” [Włoskie przysłowie]
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
-Pięćdziesiąt sześć?!- wykrzykuje i chwytam za dzbanek stojący na szafce nocnej który z głuchym uderzeniem szkła ląduje na jednym z luster. Roztrzęsiona, boso po raniącym mnie w stopy szkle docieram do własnej łazienki. Otwieram apteczkę nad umywalką i zgarniam do garści dziesiątki tabletek opróżniając małe pojemniczki. Z tabletkami w garściach wracam tą samą, raniącą drogą do łóżka uważając aby przypadkiem nie spojrzeć w, któreś z luster. Siadam na miękkie łóżko i wysypuje leki, które zagarnęłam ojcu i Alvin'owi na pościel. Leków jest bardzo dużo, a ja ledwo dostrzegam ich kolory, które przez mokry od łez roztapiający się tusz mieszają mi się z różową pościelą. Nie licząc ani nie sortując pochłaniam prawie połowę, i jakby miało to coś dać podchodzę z powrotem do kolejnego lustra. Naciągając cienką skórę na brzuchu przez którą prawie prześwitują żebra przyglądam się sobie w odbiciu.
-Jak ja wyglądam. Gemmo co się dzieje? dlaczego nie chudniemy?- mówię sama do siebie, a w głowię wiruje mi zapewne z nerwów- przynajmniej teraz mi się tak wydaje.
Specjalnie raniąc sobie nogi okruszkami szkła i biorąc jedno z nich do ręki wracam do łóżka. Kolejna garść leków ląduje w moim wyżartym od tego typu wybryków przełyku. Duży, cienki kawałek szkła bez najmniejszego zastanowienia przykładam do żył przy przegubie ręki i zatapiam go w miękką skórę, aż tak głęboko, że trzymając rękę z drugiej strony, czuję jak dotyka kolejnej warstwy. Żyła została przecięta, a ja ostatkiem sił dosłownie doczołguje się do metra krawieckiego, który wcześniej został przez ze mnie rzucony na podłogę. Wyciągam szkło z ręki podniecając się bólem, który sprawia mi ta krwawa czynność. Z nadgarstka wypryska duży strumień czerwonej, ciepłej krwi brudząc bardzo drogi dywan.
-Już nigdy...- zaczynam ciąć metr szkłem- nigdy...
Nie dokańczam bo ból przestaje pulsować, a moje myśli uciekają. Czuję jak ciało staje się lekkie, odzyskuje władze w nogach i spokojnie kroczę przez tunel na, którego końcu widnieje białe, parzące w oczy światło. Idę do celu, a światło oddala się. Przyspieszam. Białe drzwi obdarzające mnie światłem otwierają się i wpadam do białego, pustego pomieszczenia prosto na biały fotel.
 

 

-558 euro- mówi ekspedientka w kasie sklepu- kartą czy gotówką?- dopytuje zapewne nie dostrzegając mojej rangi.
-Oczywiście kartą- odpowiadam ironicznie wyciągając z różowego, skórzanego portfela złotą kartę od ojca. - a i jeszcze jedno. Proszę przywieźć wszystkie ubrania pod ten adres- dodaje i zapisuje na białej wizytówce sklepu adres naszej willi- oczywiście nie za darmo- wyciągam pieniądze i z wścipskim uśmieszkiem podaje je kobiecie.
Zakładając okulary na nos wychodzę dumnie z jednego z najlepszych Paryskich sklepów. Kroczę jak dama przez sklepową alejkę starannie wybrukowaną rdzawą kostką. Słońce rozświetla moją śnieżnobiałą skórę, a wiatr sprawia, że rudawe włosy związane kucyk powiewają w różne strony.
Mijając mnie każdy facet przygląda mi się z uwagą, a jednocześnie z zachwytem. W końcu nie codziennie taka Paryska hołota widuje takie piękności. Z komórki zaczyna wydobywać się dźwięk dzwonka. Chudą rączką z długimi palcami z różowymi tipsami wyciągam z zielonej torebki telefon zapakowany w różowe futerko.
-Tak tatusiu- odbieram.
-Kochanie, bardzo cię przepraszam, że nie przyjechałem po ciebie po szkole musiałem dłużej zostać z pracy- usprawiedliwia się ojciec żałosnym głosem.
-Bardzo dziękuję, że musiałam zupełnie samotnie przejść ten kilometr w stronę domu- oburzam się naśladując jego ton.
-Kochanie jeszcze raz przepraszam. W domu już czeka niespodzianka z tego powodu.
Wyłączam się nie komentując ani nie odpowiadając. Skręcam w małą, ale równie śliczną uliczkę, która wiedzie prosto do naszej willi. Jestem już przy białej masywnej bramie.
-Alvin, to ja Gemma- mówię naciskając czarny przycisk od domofonu.
Wokół rozbrzmiewa dźwięk sygnalizujący, że nasz stary służący raczył otworzyć mi furtkę. Zmierzam prosto do drzwi białej willi z wielkimi oknami do których prowadzi kamienna, wąska ścieżka obramowana czerwonymi różami. Naciskam żelazną klamkę wysokich drzwi z wizytówką "Jared Smith" i wchodzę do środka mojego królestwa. Ojciec stoi już tuż przede mną, a stary, wąsaty i przygarbiony Alvin zdejmuje ze mnie różowy płaszczyk. Ojciec był do niego podobny tylko bez wąsów i trochę lepiej ubrany. tak samo pomarszczony i zniszczony. Jak można tak o siebie nie dbać.
-I co z tą niespodzianką- pytam od razu, bez słowa przywitania.
-Tak, tak kochanie już daję- odpowiada podekscytowany szukając czegoś po karmelowych meblach.- o jest- uzupełnia i podaje mi dwa bilety do Werony.- wiem, że o tym marzyłaś. Pojedziemy tam we dwóje. Spędzimy wspaniały tydzień.
-We dwoje?- pytam zaszokowana- prędzej się powieszę niż pozwolę abyś narobił mi tam wstydu- wiem, że słowa bardzo go zabolały i bardzo cieszę się z tego powodu. Kroczę na górę po szerokich, białych schodach. Popycham drzwi i wchodzę do swojego pokoju. Moje piękne odbicie widnieje we wszystkich piętnastu, gigantycznych lustrach. Podchodzę do jednego bliżej i przyglądam się sobie z zachwytem. Opadam na wielkie, wodne łóżko z różową pościelą. Nad łóżkiem widnieje zdjęcie- moje i matki, która umarła. Szczerze nie obchodzi mnie jak przeżył to ojciec, czy mu jej brakuje, jak było gdy żyła. Ważne, że się pozbierał i zarabia jako architekt setki euraków miesięcznie. Rozbieram się do bielizny i wyciągam z jednej z staroświeckich szafek metr krawiecki. Owijam go wokół siebie i nie dowierzam w to co widzę.
  • awatar Vocabulary: Szukam fajnej osoby w wieku 12-17 lat . Która chętnie popisze listy pocztowe i się ze mną pozna, jestem ciekawa .. : * Mogę też udzielić porady listownie : ) Mogą to być też kraje za granicą. + każdy kto pisze ze mną dostaje drobne upominki ; )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Tamtą książkę zostawiam niedokończoną, może kiedyś...

Za pewien czas mam pisać nową będzie ona realistyczna, historia, która na prawde się wydarzyła. Mam nadzieję, że się wam spodoba ;D.

Piszcie na priv jak chcecie dowiedzieć się o nowej książce czegoś więcej. Pojutrze już pierwszy rozdział. Tylko prosze o pisanie komentarzy Ci co faktycznie będą ją czytać, jeśli nikt tego nie czyta to po co mam pisać?!
 

 
Znajomy- nieznajomy stoi przede mną i wpatruje się w moje zielone oczy jakby były jego lustrem. Jego miła twarz coraz bardziej przemienia się w grymas zdziwienia, a ojczymy uśmiech całkowicie znika po zauważeniu przez niego moich ran.
-Zostawcie nas samych- teraz z jego twarzy mogę wyczytać tylko strach i nadzieję malującą się w jego turkusowych oczach. Wszyscy posłusznie opuszczają pokój.-co Ty tu robisz?- to pytanie całkowicie wryło mnie w podłogę na, której cały czas się znajduje. Przykładając prawą dłoń do mojego czoła wymawiał zaklęcie, które sprawiło, że ból mija i mogę spokojnie poruszać kończynami. Kiedy stoję już naprzeciwko niego, jego dłonie obejmują całą moją twarz z obu stron. Czuję się przy nim taka bezradna i malutka, jak wtedy gdy obejmowała mnie ciocia Drew.-Gwen, złotko, co ty tu robisz- te słowa bolą równie mocno jak wspominanie chwil spędzonych z ciocią. Nieopanowanie emocji sprawia, że wybucham i wcale nie mam zamiaru nad tym panować.
-Złotko? Jak ma pan czelność tak mnie nazywać- jednym ruchem wyzwalam się z jego uścisku i już mam zamiar przyłożyć mu tak jak robiła to zawsze matka. Oberwałoby mu się za ich wszystkich- za matkę, za Jareda, za Cindy, za śmierć cioci i w szczególności za to, ze tu trafiłam. Byłoby tak gdyby nie jego spojrzenie, które wprawiło mnie w osłupienie.
-Gwen, córeczko.- wystarczyła chwila by moja głowa znajdowała się obok jego piersi, a on obejmował mnie czule.
-Ale jak to- strumyk łez popłynął z moich zmęczonych oczu, a on coraz energiczniej wycierał je w starą, pachnącą frezjami chusteczkę.
-Cii...Cii już nie płacz kochanie. Wszystko ci wyjaśnię.- po tych słowach wydawałoby się, ze wszystko może się odwrócić w inną, lepszą stronę, ale ta rutyna minęła gdy rozum zaczęły nawiedzać przeraźliwe myśli, a ciałem zawładnął ból, który nie przestawał parzyć.
 

 
Mam dla Was chyba miłą wiadomość, bo od jutra zaczynam znów pisać. Nowe rozdziały będę starała umieszczać codziennie.

Jak chcecie to piszcie na priv chętnie z Wami popisze ;>

Miłej niedzieli ;*
 

 
Cała trzęsę się z przeszywającego bólu, który nie ustępuje. Powieki mam za ciężkie by je otworzyć, a ręce bezwładnie zwisają przyczepione jak klejem do ramion. Nie słyszę nic prócz hałaśliwych krzyków nad moją głową. Czuję jak krew sączy się strumykiem z moich ust i nosa.
* * *
Przenoszę się do świata żywych. Widzę pogrzeb. Nad wykopaną dziurą na polu cmentarnym stoją ci, przez których umarłam, zgrywając tych dla, których żyłam. Przesadnie smutne miny ukazują ich czarne, podstępne wnętrza. Wypowiadane przez ich głosy słowa fałszywej modlitwy o mój spokój w zaświatach ociekają drwiną matki. Jedyną skruchę widać na twarzy osoby, która stoi daleko za nimi. Dziwnie jest widzieć kogoś tak podobnego do siebie, a jednocześnie tak obcego.Obraz się urywa. Teraz ten sam mężczyzna stoi przede mną w moim teraz prawdziwym świcie.
-Kim pan jest?
----------------------------------------------------------------------
Przepraszam, ze tak krótko, ale do końca świąt będą takie mini rozdziały ;> Komentarze mile widziane ♥. Przy okazji wesołych wszystkim ♥
 

 
-To nie jest tak jak myślisz- jej niebieskie oczy, które coraz bardziej zaczęłam lubić brudzą się czarnym odcieniem, a po chwili kolor soczewek stapia się ze źrenicą-nie masz pojęcia o co im chodzi.-głos ma smutny, a za razem przekonywujący, jest właśnie tak jak ona mówi, przynajmniej ma tak być.
-Nie mam pojęcia? Może rozjaśnisz mi to wszystko.
-Nie może- męski głos dochodzi zza moich pleców. Gdy odwracam głowę ukazuje mi się przyjazna twarz protektora- Avida.-dowiesz się w swoim czasie.-nie chce dowiadywać się w swoim czasie, chce dowiedzieć się teraz. Jestem rozczarowana tym co usłyszałam. W głowie kłębią się setki myśli. Gorący pot oblewa całe moje ciało, na zmianę robi mi się ciepło i zimno, w jednym momencie moje ciało wyłącza się i przenoszę się w bezdenną otchłań. Jest mi zimno. Znajduje się w ciemnej, wilgotnej jaskini ubrana tylko w długą, cienką koszule nocną. Każdy kolejny krok w stronę światła sprawia ból i kolejne ukłucie w martwą skórę stóp."Gwen, kochanie. Choć tu do mnie". Głos cioci coraz bardziej odciąga mnie od realnego myślenia. Odłączam umysł, a włączam działanie. wystarczyła chwila bym znalazła się tuż u drzwi emanujących światłem. Kiedy moja ręka spoczywa już na klamce następuje moment wahania. Nie wiem co może mnie tam spotkać czy w ogóle coś mnie spotka. Może to już mój całkowity koniec? Ciekawość wygrała. Lekkie naciśnięcie wystarczy by zabójcze powietrze odrzuciło moją sylwetkę, tak jak zrobiła to ciężarówka przez, którą się tu znalazłam. Przeszywający ból ogarnął całe moje ciało. Czuje, że to koniec. Krew wylewa się z moich ust i nosa. W głowie czuje puste łomotanie. Zamykam oczy, odpływam. Zdaje się, że to koniec.
* * *
-Podajcie ręczniki ona krwawi. Gwen co ci jest, Gwen?- przed oczami widzę tylko ciemność, a moje kończyny są całkowicie bezwładne.- Gwen słyszysz mnie?
 

 
Nie wiem czego się spodziewałam, ale to co mnie zastało sprawiło, że szczęka opadła mi do samej ziemi. Moja klasa, a raczej ludzie, których od tej chwili znienawidziłam patrzyli na mnie jak na jakiegoś wyrzutka, trędowatą osobę, którą zawsze omija się szerokim łukiem. Oni mierzyli mnie całą od stóp do głowy, a ja chciałam się zapaść pod ziemie, albo co lepsze dowiedzieć się co sprawiło, że jestem ty tak 'mile' widziana.
-Dobra przestańcie już. Nie jej wina, że jest w takiej sytuacji. Nie zazdrośćcie, bo jak widać po waszym zachowaniu nie ma czego. Przecież każdy z nas był tu kiedyś pierwszy dzień i wie jak trudno jest zrozumieć to co się z nami stało. Wy jej wcale nie pomagacie w rozpoczęciu życia tutaj, na nowo.- Jack mówiąc to przemienia się ze zwykłego, nieziemsko przystojnego chłopaka w mężczyznę świadomego tego co mówi i co jest jego celem. Najwyraźniej jego zadanie się powiodło bo ich podłe zainteresowanie moją osobą minęło.
-Dzięki- tylko tyle mogłam w tym momencie wydusić. Byłam nadal za bardzo przytłoczona tym wszystkim.
-Musze iść. Judy zaopiekuj się nią, a jak będą problemy to daj znać- ku mojemu zdziwieniu z tłumu wyłania się przeciętna dziewczyna z nieskazitelnie prostym nosem i wielkimi niebieskimi ślepiami. Każdy jej szczegół nie był ładny, a wręcz brzydki, ale wszystko w połączeniu ze sobą tworzyło ciekawą i tajemniczą całość, a uśmiech przyciągał tysiące spojrzeń. Włosy chyba jako jedyna z wszystkich znajdujących się tu dziewczyn miała, krótkie, płomienno-czerwone.
-Proszę nie zostawiaj mnie tu samej!- głos, który wydobywa się z moich ust pomimo mojej woli. Cała trzęsę się na myśl o tym, ze mam tu zostać sama z zapewne kolejną egoistyczną, przemądrzałą, wielce obrażoną osobą. Mam dość tego wszystkiego.
-Spokojnie to moja dziewczyna. Z nią nic ci się nie stanie.- nic mi się nie stanie? A co może mi się tu stać prócz całkowitego upokorzenia i wzrostu wkurzenia za, którego skutków ubocznych kosztów nie ponoszę! Bardzo podbudowujące na duchu zdanie.
-Choć Gwen pokaże ci twój nowy dom- pomimo iż wygląda na wredną suke jej głos jest miły i przyjazny, aż tak, że przed oczami ukazuje mi się twarz cioci Drew. Jak widać, pozory mylą.
* * *
Po paru minutach oprowadzania po głównym pokoju z łóżkami i szafkami całej klasy już wiem, że moje łóżko znajduje się naprzeciwko drzwi czyli po stronie dziewczyn. Będę spała obok Judy i Katy, której jeszcze nie znam bo ma 'przybyć' dopiero jutro. Otwierając własną szafkę ustawioną po wschodniej stronie aż zapiszczałam ze szczęścia. Miałam tam wszystko co było potrzebne do stuprocentowego szczęścia- 2 deski, 3 bluzy, stertę bluzek i spodni, parę płyt, martensy. Wszystko to wygląda jak kolonijny ośrodek, pomijając to, że dziewczyny mieszkają z chłopakami. W pokoju zamarło życie. Połowa klasy wyszła na dworze, a inni wylegują się na swoich łóżkach czytając gazety i książki.
-To twój mundurek- wtrąciła w cisze Judy kładąc starannie poskładane ciuchy na moje łóżko. Na samo słowo 'mundurek' na moich rękach włosy stają dęba.-nie są one złe. Mi się nawet podobają.-siadając na łóżko uważnie oglądam poszczególne części ubrań. Dopiero teraz zauważam, że wszystkie dziewczyny mają coś takiego na sobie. Nigdy nie pomyślałabym, że szkolne ubranie może być takie fajne.-dobra idź do łazienki i się przebież. Sorry, ale dziwnie wyglądasz w tej poplamionej krwią pseudo sukni ślubnej.
* * *
Znajduje się w łazience i już ubrana w każdą poszczególną część stroju przeglądam się w wielkim lustrze. Jest lepiej niż myślałam, ten kto to wymyślił z pewnością ma gust. Włosy musiałam związać w wysoko usadowiony na czubku mojej głowy kok. Czarny sweterek ładnie prezentuje się włożony na białą koszulkę i mający pod sobą czarną, opiętą spódniczkę nad kolano. Nadkolanówki i martensy w czarno-rude kwiatki wieńczą całe dzieło. Chłopcy za to ubrani są normalnie- czarne jeansy, gładkie martensy i biała koszula.
-W mundurkach mamy chodzić tylko do szkoły i w piątki, a dzisiaj właśnie jest piątek.
-Jak to piątek? Kiedy potrąciła mnie ciężarówka była niedziela?!- nie umiem zapanować nad głosem, poszczególne słowa wyrywają się krzykiem z moich ust.
-Tak, kiedy umarłaś była niedziela. Przeciętnie przejście to tego świata zajmuje tydzień. Już od miesiąca wiedzieliśmy, ze tu przyjdziesz. Tu mamy 3 dni wolne od szkoły- piątek, sobotę i niedziele. Nasz piątek odpowiada człowieczej niedzieli. My nie umieramy dlatego dla nas świętem jest dzień w, którym Jezus umarł na krzyżu.
W tej chwili wygodnie usadawiamy się na jej łóżku.
-Dobra, a teraz na serio. Czemu wszyscy mnie tu tak nienawidzą?
  • awatar • My Own Paradise City •: Kurcze już chce poznać odpowiedź na to pytanie! Pisz, bo się doczekać nie mogę :> Przyznam, że naprawdę masz fajny pomysł. Czekam z niecierpliwością na dalszą część.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
W głowie mi się kręci od dziwnych zapachów kadzidełek, które palą się wokół mnie. Nie mogę oddychać i w pewnym momencie robi mi się słabo. Cały czas panuje niezręczna cisza, a ja wcale nie mam zamiaru jej przerywać. Nie mam kontroli nad ciałem. Z czoła cieknie mi strumyk krwi, ale jestem zbyt przejęta tym co dzieję się koło mnie by się tym przejmować. Jedenaście czarnookich istot krąży wokół mnie. Cała sytuacja na pewno by mnie rozbawiła pomijając fakt, ze przed chwilą potrąciła mnie ciężarówka, nie wiem gdzie jesteś i wczoraj zdradził mnie chłopak. Nagle ich oddechy sprawiają, że kadzidełka gasną. Wraz z gasnącym płomieniem odzyskuje władze nad ciałem. Podnoszę się na łokciach i obserwuje ludzi, którzy teraz siedzą na krzesłach wokół mnie.
-Witamy cie Gwen- jego głos jest przejrzyście czysty i przyjemny. Słowa, które wypowiada rozpływają się w czarnej powierzchni.
-Nic nie rozumiem- te słowa wypowiadane z moich ust to raczej pytanie niż odpowiedz, której oczekuje.
-Twoje nowe życie, twój nowy świat. Uszanuj wole Boga. Tu znajdują się ci zasłużeni, którzy utracili życie przedwcześnie i dużo jeszcze przed nimi. Paradoksem będzie myśl, że na Ziemi było ci lepiej. To twój nowy, osobisty dom.
-A jeżeli nie chce? Chce wrócić tam do siebie?- mój niewyparzony jęzor daje siwe znaki, jednak opiekun jest życzliwy i na jego twarzy ciągle maluje się tajemniczy uśmiech.
-Teraz jesteś u siebie. Boga nie obchodzi to czego ty chcesz.-słowa zabrzmiały jak groźba, a na moim ciele malują się ciarki. W głowie mam pustkę. Nie wiem co powiedzieć, ani jak się zachować. W tłumie nastolatków zauważam twarz Nelly, która chodziła ze mną do gimnazjum. Podcięła sobie żyły w szkolnej łazience. Lubiłam ją, była bardzo mądra, pomagała mi na sprawdzianach.- wstawaj- mówiąc to kieruje rękę w moją stronę. korzystam z pomocy- jesteśmy duchami- nie wiem co powiedzieć. Myślałam, że te wszystkie opowiastki o duchach to zwykłe blefy, najwyraźniej okazuje się, że nie.
-Co? Ale jak to?
-Oj bardzo przepraszam. Zapomniałem się przedstawić. Jestem Avid. Jestem twoim protektorem. Nelly opowiadałaś że znasz Gwen. Oprowadź ją po szkole, wyjaśnij co i jak. Mogę na ciebie liczyć?
-Jasne- jak widać nie jest tym jakoś szczególnie zachwycona.
Avid popycha czarną przestrzeń i w ten sposób wszyscy wchodzimy na zieloną trawę pachnącą świeżością. Jest ładny słoneczny dzień. Wszystko wygląda jak we śnie. Wchodzimy na wybrukowaną ścieżkę, która wiedzie do wielkiej, beżowej, kamiennej fontanny.
-Od ilu tu jesteś?- pytam, kierując swe spojrzenie w stronę rudowłosej piękności, którą pamiętam zupełnie inną z gimnazjum.
-A co cie to obchodzi? Nie mieszaj się w nie swoje sprawy. Rozumiesz?- najwyraźniej przez te parę lat nabrała charakterku. Bardzo miłe słowa na początek nowego życia.
-Sorry laska, ale nic ci nie zrobiłam, a mogę zrobić. Nie życzę sobie takiego traktowania. - gadane zawsze miałam dobre. Nie dam sobą pomiatać.
-Myślisz, że on ci pomoże, że ucieszy się, że tu jesteś? Nie jesteś tu przyjmowana z otwartymi ramionami, zapamiętaj to.- nie mam pojęcia o co jej chodzi, co ma na myśli, ale od niej nie dowiem się już niczego więcej bo znika w tłumie nastolatków. Właśnie w ten sposób zostaje sama pod fontanną, która cała oblepiona jest zdjęciami,a pod każdym wyryto imię. Na samej górze znajduje się samo imię bez zdjęcia. Wodze palcem po obwodzie literek, które kształtują się w inicjały A.W.
-Dyrektor- chłopięcy głos dobiega zza moich pleców. Odwracam się widząc jego twarz. Wysoki, krótkie czarne włosy i t nieziemsko wielkie, czarne oczy-Jack-wyciąga rękę w moją stronę na co ja odpowiadam tym samym- Avid nie przydzielił ci przewodniczki?
-Nie, to znaczy tak, ale chyba nie jestem tu mile widziana- nie mogę znaleźć odpowiednich słów, Jąkam się oszołomiona jego urokiem. patrzy mi prosto w oczy, a ja robię się na zmianę blada i czerwona jak burak.
-A co ty pleciesz. Każdy jest tu miło widziany. Najwyżej ja cie oprowadzę. Jeżeli zechcesz...oczywiście. Na tej fontannie są imiona wszystkich absolwentów i aktualnych uczniów naszej szkoły-mówiąc to wodzi palcem po zdjęciach na fontannie- o widzisz ty jesteś tu-jestem w najwyższym rzędzie zaraz koło niego, koło Jack'a- jesteśmy w elicie. W tych najważniejszych uczniach. Dlatego mamy trudny początek. Mamy zagwarantowaną przyszłość, więcej praw i po prostu lepsze życie- czyli to czego każdy nam zazdrości- mówią to w jego głosie słychać pewnego rodzaju arogancje. W oczach iskrzy się wyższość nad innymi. Nie lubię takich ludzi, którzy uważają się za lepszych. Nie podoba mi się to, że ja do takich ludzi trafiłam.
-Czemu trafiłam do elity?
-To wie tylko A.M.- cały promienieje, widać, że sprawia mu przyjemność opowiadanie o swojej,a raczej naszej wyższości.- to może cie oprowadzę?
-Ta okej.- może nie jest to za bardzo błyskotliwa odpowiedz, ale nie mam zamiaru zaprzyjaźnić się z kimś takim jak on, pomimo tego, że jest tak cholernie przystojny i w jego oczach widzę coś więcej niż w oczach innych. Mam nadzieje, że takimi odpowiedziami odepchnę go od siebie. Ścieżka rozwidla się za fontanną czterokrotnie. Wkraczamy na pierwszą z lewej która wiedzie do średniej wielkości budowli z czerwonej, popękanej cegły. Jak widać ta i inne budowle powstały sporo lat temu.
-Teraz idziemy do jadalni. Codziennie normalni przygotowują sobie sami jedzenie, za to nam przygotowuje je kucharka. W ciągu dnia mamy 3 posiłki. W pokojach mamy jeszcze lodówki, więc jedzenia i picia nam nie brakuje. Gdy wchodzimy do środka nic mnie nie zaskakuje. wszystko wygląda jak w zwykłej, szarej stołówce szkolnej. Przez środek biegnie ściana którą przerywają masywne, czarne, żelazne drzwi. Pomimo wyglądu mój towarzysz bez trudu otwiera przede mną wrota.
-A to jest nasza stołówka- na jego twarzy widnieje niepodważalna duma. Powoli zaczynam rozumieć, dlaczego Nelly mnie tak potraktowała. Wszystkie ściany wyglądają jak świeżo pomalowane. Kolorem przeważającym jest zieleń. Na środku drewnianego parkietu ustawiono długi, szary stół przykryty anielsko białym, gładkim obrusem. Wokół stołu stoi 20 krzeseł.- zadowolona?- jego ton jest coraz bardziej odpychający. gdyby nie to, że Nelly mnie tak bezczelnie opuściła od razu bym mu wygarnęła.
* * *
W zupełnej ciszy doszliśmy do wielkiego budynku na końcu drugiej ścieżki. Od Jack'a dowiaduje się, że to szkoła do, której nie możemy wejść ponieważ jest otwarta tylko w czasie lekcji. Trzecia ścieżka prowadzi do skate parku, boiska do siatkówki, nogi i kosza. Na widok śmigających osób na deskach już chce mi się jeździć. Czwarta ścieżka jest najdłuższa i rozwidla się w połowie. Jedno rozwidlenie prowadzi do małego jeziora,a drugie do 3 niewielkich budynków. jak się później dowiaduje są to nasze domy. Są ułożone po kolei klasami. Każda klasa ma jeden domek. Mojej klasy jest pierwszy, a Jack'a trzeci. Przemęczenie daje siwe znaki bo nie mogę sama poradzić sobie z otwarciem drzwi swojego nowego domu. Gdy z trudem wchodzę do środka okazuje się, że jestem już bardziej znienawidzona niż myślałam.
  • awatar ♥.imagine.♥: o dziękuję za upomnienie ;> ;]] ciesze się, ze ktoś jednak czyta moje wypociny xd.
  • awatar • My Own Paradise City •: Powiem szczerze, że ta tematyka może nie za bardzo mi odpowiada, jednak ciekawie piszesz i na pewno będę czytać dalej. Spodziewałam się zupełnie czegoś innego. Zaskoczyłaś mnie. Intrygujący pomysł. Czekam na kolejny rozdział. ♠ Zauważyłam błąd w dialogu bohaterki z rudowłosą pięknością. Pomoże, pisze się przez 'ż', nieprawdaż ;).
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Całe pomieszczenie wypełnia odgłos uderzenia w moją twarz. Policzek płonie bólem. Żadnym zaskoczeniem nie była dla mnie twarz matki, która nie raz mnie biła.
-Więcej się już nie spóźnisz!
-Ta na pewno- chwila nieuwagi na to co się mówi wystarczyła by zarobić drugi cios. Dwa ciosy wystarczyły bym bezszelestnie zsunęła się na zakurzoną podłogę.
-Nigdy więcej tak do mnie się nie odnoś- w lewej ręce trzyma piwo. Okropnie od niej śmierdzi fajkami, alkoholem i nie wiadomo czym jeszcze. Najchętniej oddałabym jej i wygarnęła to wszystko co robi i robiła mi przez całe życie, ale kiedy już mam zamiar wstać i do niej się zbliżyć dzwoni telefon. Nie zamierzam odbierać. Przez chwilę panuje cisza i słychać tylko odgłos sygnału telefonu, ale matka najwyraźniej rezygnuje i podchodzi do starego, czerwonego telefonu w kuchni. Słysze tylko urywki rozmowy, ale bez problemu domyślam się kto dzwoni. To Max, jej chłopak, a raczej pasożyt, który wyciąga od nas resztki forsy, doszczętnie stacza mamę i rujnuje to czego już chyba bardziej zrujnować nie można. Nie trawie go, kiedyś nawet próbował się do mnie dobrać, ale ciocia Drew nieźle dała mu popalić. Od jej śmierci staram się go unikać. Matka kończy rozmawiać i chwiejnym krokiem staje nade mną.
-Za chwilę przyjdzie Max. Od dzisiaj z nami mieszka. Masz się zachowywać jak należy. Inaczej wiesz co cie czeka.- język jej się plącze od przepicia, sama nie wie co mówi. Te słowa uderzyły mnie jak obuchem w głowę. Nie chce żebym zaś obrywała za to jaka to jestem nie miła, niewychowana ble, ble, ble... Na szczęście telefon znów dzwoni i mamuśka znika za ścianą. Nie myślę co robię. Emocje wygrały. Jedną ręką chwytam stary podróżniczy plecak ojca,a drugą wpycham do niego co się da- począwszy od koszulek, spodni, bluz skończywszy na starym, pozłacanym zegarku na łańcuszku- jedynej pamiątce po cioci. Wybiegam z mieszkania i odrywam od drzwi starą wizytówkę z imionami i nazwiskiem rodziców. Jestem już na polu gdy głos, rozdrażnionej matki dobiega do mojego ucha. Kiedy z uliczki wyłania się Max moje nogi już lecą w kierunku innego przejścia na główną aleje miasta. Pomimo iż jestem bardzo szybka jak na dziewczyny Max mnie prawie dogania. Musze przeskoczyć przez wysoki, zielony płot. Mam jednak wprawę w uciekaniu, dlatego przychodzi mi to z łatwością. On za to nie daje sobie rady. Jest pijany i ma zachwianą równowagę, dlatego też zostawiam go w tyle. Gdy wkraczam na alejkę robię postój pod jednym z tych 'lepszych', droższych sklepów z markowymi ubraniami. Nie wiem gdzie iść. Cieszę się, że przynajmniej na chwile zapomniałam o Jaredzie. Ruszam przed siebie, dobrze znam te ulice, mieszkam tu od urodzenia. Chwilę momentalnego wyciszenia złości przerywa widok Maxa, który najwyraźniej nie zamierzał zaprzestać mnie gonić. Kiedy zorientowałam się, że za mną idzie jest już metr ode mnie.
-Myślałam, że przede mną uciekniesz?- cuchnie od niego tak jak od matki. Mocna ręka trzyma mnie za lewą rękę. Nie mam siły żeby teraz się wyrywać.
-Jeszcze zobaczysz- boje się go, ale nie mam innego wyjścia. Robię to czego nieświadomie nauczyła mnie matka. Prawą ręką wymierzam mu w pulchny, brudny policzek i wyrywam się ze słabnącego uścisku. Odruchowo skręcam na jak dotąd pustą ulice. Pech chciał, że akurat w tym momencie nie była pusta. Wielka ciężarówka bez problemu odrzuca mnie od siebie. Film się urywa.
* * *
Budzę się cała obolała. Przed oczami ciemność,a po chwili twarz przystojnego mężczyzny. Mam rozpuszczone włosy. Ubrano mnie w jakąś białą, ślubną suknię, która w niektórych miejscach poplamiona jest od mojej krwi. Leże w czarnej przestrzeni,a wokół mnie utworzono krąg. Wszyscy wyglądają tak jakby byli w moim wieku, tylko jeden jest starszy- ten przystojny, pewnie opiekun. Wszyscy wlepiają we mnie swoje przenikliwe oczy, a oczy wszyscy mają czarne.
 

 
"Jak ona mogła mi to zrobić? Przecież była moją najlepszą przyjaciółką"- w ten pochmurny dzień tylko ta jedyna myśl krążyła po mojej głowie. Wszystko jak zawsze zaczęło się od chłopaka. Żadnym byle jakim facetem nie był. Dla mnie był wyjątkowy, ale jak widać nie tylko dla mnie. Jared to najfajniejszy koleś w szkole, każda chciała żeby na nią spojrzał,a co dopiero, żeby z nią pogadał. Co widział we mnie? Nie dziwie się, że mu się znudziłam. Spoglądając w przejrzystą, błyszczącą gablotę sklepu zastanawiałam się dlaczego akurat mnie wybrał ten, który mógł mieć każdą. Hebanowe, gęste loki do połowy pleców związane w niesforny kok, wielkie zielone oczy, prosty nos, który nigdy mi się nie podobał i duże usta. Nigdy się sobie nie podobałam, a co dopiero komuś. Byłam po prostu zwykłą, biedną, siedemnastolatką z matką narkomanką i alkoholiczką i stertą problemów na głowie. Nie dziwi mnie fakt, że wybrał Cindy, która wręcz grzeszyła urodą. Kobaltowe oczy każdego wbijały w podłogę, a niezwykłe słodki głosik umiał skłonić do wszystkiego. Kiedyś czytałam, że blondyny mają większe branie, jak widać na mojego eks kolor włosów też zadziałał. Chciałabym tak po prostu zniknąć, zabić się, skończyć z tym wszystkim. Rozmyślanie nad próbami samobójczymi przerwał Qween dźwięczący w kieszeni moich spodni. Lubiłam ich piosenki, podnoszą na duchu, ale teraz chyba już nic nie polepszy mi nastroju.
-Halo. Gwen? Miałaś być w domu przed 16! Policzymy się.
Dźwięk upitego głosu matki w komórce dobił mnie jeszcze bardziej. Nie mam nikogo. Szybkim ruchem podnoszę z chodnika deskę skate, którą zawsze miałam przy sobie. Biegnę przed siebie alejką sklepową. Skręcam dopiero w szóstą przecznice na prawo. Opuszczam ładną zadbaną alejkę i wkraczam na ciemne tereny narkomanów i alkoholików- ulubione miejsce mojej matki, codziennie włóczy się tu godzinami. Po bokach leżą stare, zużyte strzykawki, kondony jakiś rozwydrzonych dzieciaków, sterty butelek po piwach. Wyjątkowo nikt tego dnia nie leży półżywy po bokach ścieżki, może dlatego, że to niedziela? Najbardziej znienawidzony prze ze mnie dzień w tygodniu.Dzień, w którym cała rodzina powinna być razem, powinni się cieszyć, że jesteśmy w komplecie i mamy kochającą rodzinę. U mnie jest kompletnie na odwrót. Ścieżka dobiega końca co oznacza, że wkroczyłam na swój teren, swoją dzielnicę. Zwykłe, szare bloki, z rodzaju, którzy po paru latach przeprowadzenia się tutaj zapijają się na śmierć. Wiem smutne, ale prawdziwe. Po prawej stronie placu stoi mała, zielona ławeczka. Przed oczami przebiega mi twarz cioci Drew- siostry matki. Jej zawdzięczam wszystko. To ona mnie wychowała, dzięki niej nie skończyłam tak jak moja siostra, która zaćpała się na śmierć sześć lat temu. Zginęła w jakiejś zamieszce na osiedlu, pół roku temu. Zupełnie przypadkowo, jak co dzień szła tam się przejść. Dalej nie mogę się pozbierać po jej śmierci. Była dla mnie wszystkim. Bez niej to osiedle straciło kolory, nikt nie sadzi kwiatów, ani nikt się nie śmieje. Wchodzę w do pierwszej klatki na lewo. Mieszkam z mamuśką na parterze więc nie muszę męczyć się wchodzeniem na wyższe piętra, chyba, ze tylko po to by zjechać po barierce do piwnicy. Na drzwiach dalej wisi stara wizytówka 'Miley&Ared Williams'. Pomimo iż tata nie żyje już 17 lat, dalej za nim tęsknie. Nie pamiętam go. Według historii mamy zostawił nas 2 miesiące po moim urodzeniu, a potem umarł na raka. Matka spaliła jego wszystkie zdjęcia. Nawet nie wie gdzie jest pochowany. Prawą ręką popycham masywne, drewniane drzwi. W środku zostaje przywitana siarczystym uderzeniem w twarz.
  • awatar • My Own Paradise City •: Bardzo ciekawie napisane. Masz fajny sposób pisania i jestem bardzo ciekawa dalszego ciągu. Będę obserwować i z utęsknieniem czekam na dalszą cześć. Pozdrawiam.
  • awatar Gość: Cudownie piszesz! :D ~ zapraszam do mnie ;) PS Można dodać? :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

-,-

*`życie to gonitwa, swoją prędkością podcina nam skrzydła*

i pomyśleć, ze te 6 lekcji w szkole tak szybko minęło. tak by mi się przydał z tydzień 'urlopu'. jak dobrze, że są te święta. nienawidzę niektórych ludzi. mieć taką rombaną moc i pozabijać wszystkich debili. nawet nie mam czasu książki czytać dokończyć. może ktoś czytał 'Mroczny Sekret'? w ogóle weźcie piszcie na priv, bo nudam. życzę wszystkim miłego popołudnia .

Już wspominałam, że moją pasją jest pisanie, więc od teraz zaczynam tu pisać książke ;> chcecie dowiedzieć się czegoś więcej? czytajcie kolejne posty!
 

 

>.-

*` życie to nie bajka, to taka mała wojna, taka duża przepychanka.*

dzisiejszy dzień zaliczam do tych powalonych, przeryczanych i ogólnie najgorszych z najgorszych. w szkole sobie nie radze, dupe za plecami mi obrabiają, ojciec jak zawsze przyszedł do domu pijany i robił awantury, jeszcze do tego nie chce mi się ćwiczyć, a muszę schudnąć i to sporo. ostatnio ogólnie nie mam humoru, żadnej perspektywy na przyszłość, prócz kolonii, która wątpie, że wypali. pierdole. najchętniej bym się powiesiła.



Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
witam wszystkich. tu kaśka ;] założyłam tego bloga głównie po to by znaleźć przyjaciół takich z którymi mogłabym popisać, pośmiać się i w ogóle. ten blog będzie zawierał wszystko począwszy od moich rysunków, wierszyków, skończywszy na problemach i wpisach pamiętnikowych. wprawe w pisaniu blogów mam,a le mam nadzieje, ze ten przetrwa dłużej od poprzedników. może pare suchych faktów o mnie.
♥kocham marzyć
♥mam 2 braci
♥mieszkam w małopolsce
♥w przyszłości chce zostać pisarką lub nauczycielką historii
♥ucze się średnio nie najgorzej, ale też powiedzenie, ze ucze się dobrze byłoby absurdem xd
♥nie mam w chuj kasy.
♥uwielbiam pisać wiersze, książki
♥ulubiony przedmiot to hista, plasta, matma.
♥jestem dysortografikiem ;p
♥kocham słodycze < 3
♥uwielbiam malować.


to może na tyle chcesz wiedzieć więcej? napisz, nie obrażę się >.< miłego wieczorku ^^